Runda jesienna oceniona przez Marcina Kowalczyka

Cel się nie zmienia – Warta chce walczyć o IV ligę. Za nimi półmetek rozgrywek o mistrzostwo V ligi. Warta wystąpiła na tym szczeblu w roli beniaminka i ze względu na remont boiska wszystkie mecze grała na wyjazdach. Podopieczni Huberta Sciaka w 15 spotkaniach zdobyli 27 punktów co dało 6 miejsce w tabeli. O refleksje i podsumowanie minionej rundy poprosiliśmy Marcina Kowalczyka, wiceprezesa zarządu Warty, który w klubie jest odpowiedzialny za drużynę seniorów, a w związku z tym, że wcielił się także w rolę komentatora miał okazję obejrzeć wszystkie spotkania.

Szóste miejsce na półmetku i strata 12 punktów do lidera oraz 8 do wicelidera o wynik, który satysfakcjonuje zespół i zarząd?

– Biorąc pod uwagę trudne okoliczności, w których przyszło nam rywalizować, czyli cała runda na wyjazdach w nowej, nieznanej nam lidze w roli beniaminka to uważam, że 6 miejsce w tak silnej lidze należy uznać za sukces. Z drugiej strony celem było zdobycie takiej pozycji i tylu punktów, aby wiosną zachować szanse na walkę o jedno z dwóch czołowych miejsc. Na ten moment do wice liderującej Krobianki tracimy 8 punktów. Pytanie czy to dużo czy mało. Wszystko zweryfikuje boisko, a odpowiedź poznamy wiosną.

Podopieczni Huberta Sciaka doznali czterech porażek: 1:2 w Skarszewie, 1:4 w Krobi, 0:4 w Kobylinie i 1:2 w Krotoszynie. Których z nich można było uniknąć?

– Najbardziej bolą porażki z drużynami, które są za nami w tabeli. Tych w Krotoszynie i Kobylinie na pewno szło uniknąć. Z Astrą przeważaliśmy cały mecz, mieliśmy sporo rożnych, nie wykorzystaliśmy też karnego. Przegraliśmy choć nie powinniśmy. Podobnie było z Piastem, gdzie do 75 minuty kontrolowaliśmy grę i brakowało nam tylko skuteczności i bramki. Niefortunny błąd naszego bramkarza podłamał zespół. Próbowaliśmy jeszcze coś wskórać, otworzyliśmy się i skończyło się klęską, na którą nie zasłużyliśmy. Zasłużona była z kolei porażka w Krobii, gdzie zagraliśmy według mnie najsłabszy mecz w tej rundzie. Z kolei do Skarszewa na mecz z liderem pojechaliśmy zdziesiątkowani, a mimo to pokazaliśmy się z dobrej strony.

Zremisowaliśmy też mecze z zespołami niżej notowanymi. Punkty uciekły w Koźminie, Racocie i Czekanowie. Ten dorobek mógł być więc większy.

– Wręcz powinien być. O ile wyjazd do Czekanowa był drugim w sezonie i nie do końca wiedzieliśmy na co się nastawiać o tyle mecze w Racocie i Koźminie Wlkp. zgubiliśmy po dwa punkty. Byliśmy zdecydowanie lepsi, a jedyne czego brakowało to skuteczne wykończenie. Te dwie wygrane dużo by zmieniły. Mielibyśmy 31 punktów i tylko cztery straty do wicelidera.

 Jak oceniasz poziom V ligi w porównaniu do klasy okręgowej?

– Absolutnie wszyscy jesteśmy zaskoczeni. Spodziewaliśmy się słabszego poziomu, a to co finalnie zastaliśmy sprawia, że różnica jest bardzo duża, nie sądziliśmy, że będzie aż taki przeskok. Świadczy o tym choćby już sam fakt, że okręgówkę zakończyliśmy ze 150 golami na koncie, po pierwszej rundzie mieliśmy 70 kilka, a teraz zdobyliśmy ich 28. Pierwsza „6” to zespoły z III i IV-ligową przeszłością. Liga jest bardzo wyrównana. Za nami są choćby takie firmy jak Kania Gostyń, czy Piast Kobylin, z którym przegraliśmy. W każdej z drużyn są zawodnicy, którzy grali na wyższym poziomie rozgrywkowym, a w Rychtalu występuje Marcin Nowacki, który grał w Ekstraklasie w Odrze Wodzisław, a późnej także Groclinie i miał nawet epizod w reprezentacji Polski za Leo Beenhakkera. Chylę więc czoła przed chłopakami, bo naprawdę jest w tej lidze ciężko.

Przed sezonem do zespołu dołączyło kilku nowych zawodników. Tak na dobrą sprawę tylko Sydorenko i Błaszak wychodzili w wyjściowej jedenastce. Pozostali grali przysłowiowe „ogony”. Czy to znaczy, że były to chybione transfery?

– Nie, na pewno nie. Pozyskaliśmy zawodników na pozycje, na których potrzebni byli zmiennicy, czy piłkarze do rywalizacji, a przede wszystkim młodzieżowców. Trzeba pamiętać, że w V lidze jest obowiązek jednego młodzieżowca na boisku przez 90 minut, a w IV lidze jest już to dwóch takich zawodników do 21 roku życia. Sydorenko i Błaszak wywalczyli sobie miejsce w pierwszym składzie, a więc byli wzmocnieniem. Dobre mecze miał też Łuczak. Pozostali, to głównie młodzieżowcy, którzy są w drużynie potrzebni, a potrzebują czasu. 

Jakie pozycje trzeba wzmocnić przed rundą rewanżową? Czy będziecie szukali nowych zawodników? Czy stać klub na kolejnych piłkarzy, bo wiemy, że dzięki staraniom zarządu i sponsorom ci obecni na apanaże nie mogą narzekać, a pierwszy zespół Warty ma jeden z największych budżetów w V lidze o ile nie najwyższy.

– Od razu dementuję, że na pewno nasz budżet nie jest najwyższy. Jeżdżąc i rozmawiając z prezesami, działaczami, czy piłkarzami innych drużyn przekonałem się, że nie ma drużyn, w których na tym poziomie nie płaci się zawodnikom. Staramy się nie odstawać ani w jedną, ani w drugą stronę. Powiedziałbym, że jesteśmy gdzieś w środku tego rankingu. Dla przykładu jak spojrzymy na gaże meczowe piłkarzy ze Skarszewa, a więc zespołu, który oparty jest na zawodnikach z Kalisza, to dzieli nas przepaść. Co do drugiej części pytania dotyczącej zapotrzebowania, to ta runda pokazała, że trzeba wzmocnić ofensywę. Sprawy osobiste sprawiły, że szybko straciliśmy Dawida Forszpaniaka i w efekcie prawie całą rundę w roli „9” grał Bartosz Skrzypczak. O ile jest to fajny i potrzebny drużynie zawodnik, o tyle nie daje tyle goli ile byśmy chcieli, jak choćby w poprzednim sezonie Patryk Słomczyński, czy we wcześniejszym Hubert Sciak, który ustanowił klubowy rekord. Liczę na powrót Forszpaniaka, ale chcielibyśmy do rywalizacji pozyskać kolejnego napastnika. Potrzebny jest także skrzydłowy, bo wciąż z kontuzją kolana walczy Mateusz Maśliński, a nie mamy jeszcze określonej daty jego powrotu na boisko. Dodam, że rozglądamy się już za zawodnikami, którzy mogliby nas zasilić przed rundą rewanżową.  

Wiosną czeka nas 15 spotkań na boisku w Śremie. To będzie jakiś handicap. Skarszew wydaje się być już poza zasięgiem. Czy według Ciebie są jeszcze szanse, aby powalczyć o drugie miejsce premiowane grą w barażach o IV ligę? Czy w ogóle taki cel postawi zarząd trenerowi i drużynie przed inaugurację rundy rewanżowej?

– Cel się nie zmienia. Jest ambitny, bo chcemy grać o awans. Przed sezonem założenia były takie, aby siłą rozpędu zaatakować IV ligę i tego się wciąż trzymamy. Będziemy chcieli zrobić wszystko, aby odrobić te straty z jesieni, choć zdajemy sobie sprawę, że łatwe to nie będzie. Własne boisko może nam w tym pomóc i może być tym wspomnianym handicapem, ale tylko wtedy, kiedy będziemy mogli na nim trenować i grać sparingi w ramach przygotowań do wiosny. Mam nadzieję, że miasto stanie na wysokości zadania i nam w tym pomoże. Póki co musimy czekać, bo termin odbioru i zakończenia prac już był przekładany. Wierzę, jednak, że wszystko pójdzie po naszej myśli. 

Materiał dzięki uprzejmości Śremskiego Klubu Sportowego Warta.

Co o tym sądzisz?

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.